"Zostań brzytwą" - Polityka
Zostań brzytwą
Ewa Winnicka, "Polityka", 20 lutego 1999
Absolwent Szkoły Liderów nie przekroczył
26 lat i w założeniu ma być profesjonalnym politycznym komandosem, sprawnym na barykadzie. Dostaje
wiedzę, jak kierować ludźmi w polityce. Niektórych martwi jednak, czy absolwentom nie będzie
wszystko jedno, na jakiej barykadzie staną.
- Polityka polska prezentuje żenujący poziom - uważa Sylwia,
absolwentka Szkoły Liderów sprzed dwóch lat, dziś studentka prawa i pracownica jednej z kancelarii
poselskich Unii Wolności. - Jeśli poseł komisji budżetowej wie o przygotowaniu budżetu mniej niż
ja, to jest przecież nienormalne. Na szczęście - pociesza się Sylwia - po sejmowych korytarzach
kręci się coraz więcej twarzy, które zna ze Szkoły.
Profesor Zbigniew Pełczyński, pomysłodawca i założyciel Szkoły
Liderów, tłumaczy, ze jej misją jest zbudowanie w Polsce społeczeństwa obywatelskiego. Również
wychowanie działaczy, którzy będą posiadali umiejętności, ale i szlachetną misję.
Czesław Kulesza, absolwent Szkoły sprzed dwóch lat, członek PPS, jest
sceptyczny: - To raczej kuźnia uprzejmych technokratów ubranych codziennie w eleganckie garnitury,
ale ideologicznie giętkich jak gama.
Szkołę Liderów nazywa się czasem Szkołą Janczarów.
Liderzy to
dziwolągi
Zbigniew Pełczyński, emerytowany profesor politologii z Oksfordu,
założył swoją szkołę w 1994 r. Kształci w niej osoby rozpoczynające działalność publiczną, uczy
prowadzenia kampanii wyborczej oraz debat oksfordzkich, przygotowuje kadry działaczy samorządowych
oraz społecznych.
Początkowo Szkoła działała jako program Fundacji im. Stefana Batorego,
a od 1997 r. ma status stowarzyszenia. Zatrudnia najlepszych specjalistów ze sceny politycznej,
sprowadza fachowców zza granicy, wysyła swoich absolwentów na praktyki do zachodnich parlamentów,
biur poselskich i ambasad. Co rok grupa starannie wyselekcjonowanych, bardzo młodych ludzi wyjeżdża
pod Warszawę na dwu-, trzytygodniowe obozy szkoleniowe, zwane Szkołą Letnią.
W Szkole wykładali gościnnie: Czesław Bielecki, Wiktor Osiatyński,
Jacek Żakowski, Leszek Balcerowicz, Tadeusz Mazowiecki, Henryk Wujec, Włodzimierz Cimoszewicz,
Jarosław Kaczyński. Pełczyński: - Ja jestem przedsiębiorcą społecznym. Jedni inwestują w
gospodarce. Ja inwestuję iv ludzi. Szkołę Liderów ukończyło już 300 osób. Większość należy do
partii politycznych, wysoki procent pełni w nich kierownicze stanowiska na szczeblu krajowym lub
lokalnym. Na pytanie o pełnione funkcje, najczęściej odpowiadają: prezes, przewodniczący,
sekretarz, radny, doradca.
Trzy miesiące temu Przemysław Szewczyk, absolwent Szkoły, został wice
burmistrzem Rawy Mazowieckiej, ponieważ jako jedyny profesjonalnie przygotował kampanie. Skostniała
Rawa uwierzyła Szewczykowi. Teraz średnia wieku zarządu miasta nie przekracza 30 lat.
Przemysław Radwan, szef biura Stowarzyszenia Szkoła Liderów, ma
nadzieję, że dzięki kursom pojawi się w polityce zupełnie nowa jakość działacza publicznego.
Takiego, który mm wystartuje w wyborach, najpierw zrobi coś w swojej gminie czy powiecie.
Tymczasem z badań socjologicznych wynika. że dziewiętnasto-,
dwudziestolatkowie | w Polsce nie interesują się polityką. Niemal i 100 proc. uważa, że politykom
nie należy ufać. 96 proc. nie zamierza brać udziału i w życiu publicznym, 93 proc. wyklucza nawet
działalność lokalną. Istnieją obawy, że w ten sposób, przez zaniechanie, społeczeństwo polskie w
sposób wtórny pozbawi się władzy. Na tym tle liderzy to dziwolągi.
Dekada w
polityce
Czternaście miesięcy temu 26-letni Krzysztof Kwiatkowski, absolwent
Szkoły, został osobistym sekretarzem premiera Jerzego Buzka. Kwiatkowski pochodzi ze Zgierza, jako
szesnastolatek związał się z Federacją Młodzieży Walczącej, pomagał Solidarności w wyborach
kontraktowych, działał w NZS. Współorganizował prawybory w Wieruszowie w ramach Akcji Wyborczej
Solidarność. Tam zetknął się z Tywonkiem, Walendziakicm, Krzaklewskim i Tomaszewskim, potem został
szefem młodzieżówki RS AWS. Najbardziej przeszkadzają mu urzędnicy średniego szczebla. Na przykład
naczelnicy wydziałów. - Od lat na samodzielnych stanowiskach, ale niebłyskotliwi na tyle, żeby
awansować - Kwiatkowski opowiada o swoich doświadczeniach radnego i rządowego kancelisty. - To tacy
uważają mnie i moich rówieśników na scenie politycznej za zagrożenie. Kiedy ludzie mówią, że szybko
awansował, Krzysztof tłumaczy: - Kolego, ja w polityce jestem od 10 lat.
Kwiatkowski jest absolwentem Szkoły z 1996 r. Wspomina: - Bolało mnie,
że w jednej grupie musiałem współpracować z socjaldemokratami. Prywatnie nie mam potrzeby
przyjaźnienia się z lewicowcami. Ale przyzwyczaiłem się. Om są - nie da się zaprzeczyć.
Wykorzystać
kapitalistów
Czesław Kulesza, także lider, niepokoi szefów Szkoły, ponieważ nie
promuje idei europejskich, a tym bardziej północnoatlantyckich. Nosi na co dzień firmową koszulkę
Socjaldemokracji Polskiej, choć tę partię gani za brak radykalizmu. Niedawno demonstrował na Nowym
Świecie przeciwko wstąpieniu Polski do NATO. Jego partyjni koledzy spryskali na Okęciu posła
Kamińskiego. (Czesław osobiście nie spryskiwał, bo, jak twierdzi, poseł Kamiński nie jest dla niego
partnerem). Czesław Kulesza ma 23 lata, już w liceum (kończył je w Norwegii) zapisał się do
organizacji trockistowskiej. Na studia wrócił do Polski, wybrał PPS, od 1996 r. jest członkiem jej
Rady Naczelnej. Do Szkoły Liderów poszedł z ciekawości, a także z chęci zrobienia kapitalistom na
złość. - Jeśli mogę kapitalistów wykorzystać, to, czemu nie.
Kandydat na lidera w Szkole nie może mieć więcej niż 23 lata. Profesor
Peiczyński: - Tacy młodzi ludzie nie są skażeni poprzednim ustrojem ani opozycją, są chłonni,
chętni do nauki i nie mają zobowiązań zawodowych.
Po drugie: kandydat powinien mieć dorobek, potwierdzony pisemnie przez
dwóch znanych działaczy publicznych. Po trzecie: musi pozytywnie przejść przez rozmowę
kwalifikacyjną. Rozmowa ma sprawdzić, z jakich pobudek kandydat chce zostać liderem. Czy
rzeczywiście chce działać dla dobra publicznego, czy chce po prostu szybko zrobić karierę? Radwan
przyznaje, że sito, niestety, nie jest w stu procentach skuteczne. Co rok kilka osób w Szkole
Liderów to karierowicze.
Rozmowa kwalifikacyjna, którą prowadzi profesor i przedstawiciele
różnych ugrupowań politycznych, to również test przebojowości. Jacek, z SdRP: - Masz wyobrazić
sobie, że' centralne władze twojej partii doszły do wniosku, iż najlepszym kandydatem na
prezydenta jest Lech Wałęsa. Masz o tym przekonać swoją organizację regionalną.
Marek, student dziennikarstwa UW, lat 26, nie przeszedł przez
zeszłoroczne eliminacje ze względu na wiek. Jest rozżalony: - Taka bariera wiekowa pozbawia szans
cale pokolenie osób, które maturę zdawały, w 1989/90 r., studiowały na uniwersytetach jeszcze
skostniałych, nieruchawych. My jesteśmy partyzantami, którzy w demokrację wchodzą na oślep. A teraz
okazuje się, ze jesteśmy pokoleniem partyzantów straconych, bo wiedza, narzędzia, technika
demokracji przeznaczone są dla młodszych. Co rok zgłasza się 300-400 chętnych, na obóz kwalifikuje
się 50 najlepszych?
Terror
kompromisu
Turnus trwa dwa tygodnie, kosztuje lidera 400 zł (sponsorzy dokładają
3600), a zajęcia trwają ponad 10 godzin dziennie. Kuba, uczestnik Szkoły Liderów z l 997 r., radzi:
- Kto chce przetrwać dwa tygodnie, musi się natychmiast przystosować. Najlepiej za dużo nie myśleć,
żeby nie zaśmiecać umysłu.
Zdarza się, że trzeba przeczytać po 100 stron z dnia na dzień. Kuba: -
Jedyne wyjście to organizacja czasu. Krawat wiążesz w drodze do jadalni, tam dowiadujesz się, co
było w porannych wiadomościach. Głowę myjesz w przerwie na kawę, pastujesz buty w czasie
"Wiadomości". Jeżeli podpadłeś i masz awanturę, to zapominasz o niej jeszcze u' czasie jej
trwania.
Po śniadaniu zajęcia z wprowadzenia do przywództwa, po obiedzie
podstawy budowania zespołu, po kolacji warsztaty ze sztuki debaty i wykład z etyki działalności
publicznej. Albo przed obiadem lobbing, po obiedzie analiza korzyści i zagrożeń zagranicznych
inwestycji w Polsce. Kuba: - Przed kolacją będzie symulacja programu "W centrum uwagi". Koleżanka
Ela, na zewnątrz z SdRP, teraz reprezentuje Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, a Patryk, naprawdę z
Klubu Inteligencji Katolickiej, jest przedstawicielem Parlamentarnej Grupy Kobiet. Taka gra. Pat
ryk bez mrugnięcia okiem przekonuje do wychowania seksualnego w szkołach. Ela krzyczy, że
prezerwatywa to morderstwo (naprawdę walczy o prawo do aborcji).
Koniec dyskusji. W ciągu pięciu minut trzeba zmienić poglądy,
zainteresowania i metody działania. Wieczorem będzie symulowana konwencja wyborcza SdRP, a po
kolacji oksfordzka dyskusja na temat "Najlepsze gruszki rosną na wierzbie".
Profesor Pełczyński: - Jeżeli wywrze się odpowiednią presję na
wybrańcach losu -można uzyskać kolosalne wyniki.
Krzysztof Kwiatkowski przekonał się w Szkole, że w każdej sytuacji
można wypracować kompromis. Czesław Kulesza polubił symulacje, kiedy musiał udawać członka UW i
walczyć z lewicowcami: - 7o bardzo praktyczne. Uczysz się, jak om rozumują. Potem łatwiej jest ich
atakować. Kulesza uważa jednak, że program szkoleń jest zbyt stronniczy:
- Obowiązkowe teksty źródłowe dobierane są pod kątem centroprawicowym.
W takim duchu prowadzone też są zajęcia. Na przykład panuje fascynacja thatcheryzmem. Mnie wtedy
zalewa krew. Jeśli ktoś nie ma silnego przekonania do swoich odmiennych poglądów, to w szkole go
przekabacą na swoje kopyto. Szkoła wygląda trochę jak przybudówka UW.
Krzysztof Jasiecki, socjolog z PAN, uważa, że program Szkoły
traktowany bywa niekiedy jako gwałt symboliczny, narzucanie propozycji niezgodnych z oczekiwaniami
uczestników. Szczególnie wśród sympatyków ugrupowań prawicowych. - Męczyło mnie, że ciągle
wymuszali na nas kompromis. Za wszelką cenę. W Polsce trudno osiągnąć kompromis, ideologia
prawicowa jest bardzo indywidualistyczna. Stawia na wartość jednego człowieka - mówi jeden z
uczestników.
Racje nie bronią
się same
Krzysztof Kwiatkowski w Warszawie mieszka ponad rok, ale nie jest
przekonany, czy zna swój domowy numer telefonu. Nie jest pewien, w jakiej dzielnicy znajduje się
jego mieszkanie. Pracuje od 8.00 do późnej nocy. Często ma wyrzuty sumienia, bo z pracy wychodzi
wcześniej niż premier. Numer jego komórki to numer kontaktowy z premierem kraju. - Średnio 46
połączeń na godzinę. Czasem mam ochotę wrzucić ten telefon do sedesu.
Socjolog Krzysztof Jasiecki jest przekonany, że skończyły się w
polityce czasy, kiedy racje broniły się same, kiedy sukcesy polityczne odnosiły osoby, które
opowiadały głośno, że do polityki trafiły z przypadku, na zasadzie - ktoś musiał, które mówiły:
naprawdę jestem filozofem, ale ojczyzna wezwała, więc zostałem posłem. Teraz potrzebna jest jeszcze
technika, żeby przekonać do siebie jak najwięcej głosujących ludzi.
- Potrzebna jest nowoczesna polityka medialna, która będzie się w
stanie przeciwstawić populistom takim jak Lepper - dodaje Jacek Żakowski, dziennikarz, który
dwukrotnie wykładał w Szkole. - A tę nowoczesną politykę mają stworzyć między innymi absolwenci
Szkot)'. To oni znają obce języki, są pełni zapału, chłonni wiedzy. To oni. Wyposażeni w
technokratyczne narzędzia, będą zasiadać w Parlamencie Europejskim. Będą wiedzieć, jak wygrywać
wybory.
Przemysław Radwan: - My im dajemy warsztat, dajemy im narzędzia,
wiedzę, jak skutecznie kierować ludźmi w polityce. Pokazujemy, po co powinni działać. Martwi nas
tylko, jak oni to wykorzystają i czy im nie będzie wszystko jedno, na jakiej barykadzie staną.
Dostali prawo jazdy, teraz będą mogli pojechać mądrze albo głupio.
|