Historia
Oksford w Warszawie
Maria Kruczkowska; "Magazyn Gazety Wyborczej" nr 2, 10
stycznia 1997 r.
Profesor Zbigniew Pełczyński zawsze wyprzedzał swój czas. Piętnaście
lat temu otworzył Oksford dla polskich naukowców, w roku 1987 przekonał filantropa George'a
Sorosa, by założył w Polsce Fundację Batorego, w roku 1994 stworzył Szkołę Młodych Liderów
Społecznych i Politycznych. Młodzi współpracownicy skarżą się, że nie nadążają za nim. Jeden z nich
przywitał go kiedyś rano słowami: "Pan już w pracy, panie profesorze?". "Właśnie
wychodzę" - odpowiedział 71-letni Petczyński, który od poprzedniego dnia siedział nad
papierami. Mówi o sobie, że z naukowca zamieniał się stopniowo, od lat 80., w "przedsiębiorcę
społecznego", czyli kogoś, kto wyczuwa potrzeby społeczne i znajduje praktyczne sposoby, by je
zaspokoić. Po powstaniu trafił do Anglii. Studiował tam politologię i ekonomię. W świecie nauki
stał się znany jako heglista. Do roku 1993, kiedy przeszedł na emeryturę, był wykładowcą w
Oksfordzie. Czul się jednak przede wszystkim, jak sam mówi, dydaktykiem. Wśród studentów. z którymi
nadal wiążą go więzi przyjaźni, był i Bili Clinton. Profesor lubi kontakt z młodzieżą. - Dzięki nim
nie patrzę wstecz, lecz w przyszłość - mówi. Petczyński należy do najmłodszego pokolenia wojskowej
emigracji londyńskiej; od starszej, wyższej rangą, dzielił go od początku stosunek do kraju.
Przyjeżdżał do Polski od 1956 roku, próbował wyrobić sobie własne zdanie na temat reformowalności
systemu. Ogłoszenie stanu wojennego zinterpretował jednoznacznie jako początek końca komunizmu. Z
takiej diagnozy wynikało, że najważniejsze jest przygotowanie kraju do życia po zmianie ustroju.
Postanowił, więc umożliwić polskim naukowcom zbliżenie do światowej nauki. Przekonał Oksford, by
uruchomił szeroki program stypendialny dla Polaków. Dzięki niemu od roku 1982 do dziś na tę
uczelnię wyjechało ponad 450 polskich naukowców. Wyjeżdżają też tam najzdolniejsi studenci V roku i
przyszli doktoranci. W latach 80. profesor Peiczyński nawiązał kontakt z milionerem węgierskiego
pochodzenia George'em Sorosem. założycielem Fundacji "Open Society". Wspólna im obu
była popperowska idea budowy "społeczeństwa otwartego". "Zawrzyjmy umowę -
zaproponował Soros - za każdego Węgra sprowadzonego do Oksfordu sfinansuję pobyt jednego
Polaka". I tak w roku 1986 do Oksfordu trafiło dzięki Pełczyńskiemu także pierwszych
dziesięciu Węgrów. Kiedy na stypendia zaczęli przyjeżdżać naukowcy z innych krajów Europy Środkowej
i ZSRR, z programu polskiego zrobił się środkowoeuropejski. Niestrudzony Pełczyński przekonał
Cambridge, Manchester i inne uczelnie brytyjskie, by włączyły się do programu. Kolejnym pomysłem na
zbliżenie Polski do Zachodu była Fundacja Batorego. Istniała już na Węgrzech, Pełczyński namówił
Sorosa, by utworzyć fundację także w Polsce. Założył ją w Warszawie w jego imieniu w roku 1988. Od
roku 1989 profesor współpracował w rządami solidarnościowymi. Dziś woli zmieniać rzeczywistość
kształcąc polskie elity.
- Najlepsi pociągną resztę - mówi profesor. Dlatego założył i prowadzi
Szkołę Młodych Liderów Społecznych i Politycznych. Przyszłych polityków, działaczy samorządowych i
społecznych szkoła kształci w trudnej sztuce dogadywania się, dochodzenia do kompromisu. Konikiem
profesora jest wprowadzenie w Polsce sztuki debaty oksfordzkiej, cywilizowanej dyskusji prowadzonej
według ścisłych reguł. Zdotał zapalić do swojego pomysłu studentów Uniwersytetu Warszawskiego,
którzy już takie dyskusje prowadzą. Pełczyński ma nadzieję, że klubami debatanckimi pokryje wkrótce
cały kraj, a potem Białoruś i Ukrainę. Uczestnicy Szkoły Liderów mogą doskonalić umiejętności
obserwując wybory samorządowe w Wielkiej Brytanii, pracując w biurze jednego z senatorów
amerykańskich, na stażu w Sejmie czy w firmach konsultingowych.
- W naszym pokoleniu emigracji londyńskiej - mówi z żalem przyjaciel
Pełczyńskiego, poeta i pisarz Bolesław Taborski - były tysiące ludzi z dużym dorobkiem zawodowym,
gotowych na emeryturze przyjechać do kraju, by służyć swym doświadczeniem. Stąd nikt jednak nie
wołał. Dobrze, że profesor sam stawił się na jego potrzeby.
|